Na naszej stronie stosujemy pliki cookies, korzystając z niej bez zmiany ustawień przeglądarki wyrażasz zgodę na stosowanie plików cookies. Sprawdź czym są cookies i jak je wyłączyć.

polska1m
kontakt2

Legendy które krążą po ololicy od stuleci:

I. Legenda o kościele na Ługu, który zapadł się pod ziemię (Latowicz)

lugkosciolLegenda o kościele na Ługu jest jednym z najstarszych i najbardziej rozpowszechnionych przekazów ustnych. Mówi, iż na Ługu pod lasem (obecnie łąka pp.Anuszów i Wzorków) istniał niegdyś drewniany kościół legenda nie precyzuje czasu a następnie, w niewyjaśnionych okolicznościach zapadł się pod ziemię. Wiele lat później dziewczyna, która siedziała nad stawem i czesała włosy, tak długie, że sięgały do wody, w pewnym momencie zauważyła, że zaczepiły się one o jakiś przedmiot zanurzony pod wodą. Sama nie mogąc się uwolnić zaczęła wzywać pomocy. Przybiegli jej na pomoc gospodarze, którzy pracowali na pobliskich polach, uwolnili i orzekli, że przedmiotem, o który zaczepiły się włosy dziewczyny, był krzyż na szczycie wieży zapadniętego dawno kościoła, o którym słyszeli już tylko z opowiadań swoich dziadów. Staw z czasem został osuszony i zamieniony na łąkę, ale jak niesie wieść jeszcze dziś gdy przyłożymy w tym miejscu ucho do ziemi, w południe, możemy usłyszeć bicie dzwonów i głos grających organów gdzieś w zapadniętym głęboko pod ziemią kościele.

Wyjaśnienia
Prawdopodobnie opowieść ta nie jest kompletna i była niegdyś bardziej rozbudowana. Doszukiwanie się w niej relacji faktycznych wydarzeń, jest rzeczą niezmiernie trudną. Można bowiem spekulować, że niegdyś w okolicach ?Ługu? było osiedle ze świątynią ulokowaną w jego centrum, że była to jedynie kaplica lub też, że ludowy przekaz jest daleko starszy i odnosi się do przedchrześcijańskiego miejsca kultu. Opisywane w legendzie zapadnięcie się obiektu pod ziemię dotyczy zapewne jakiejś katastrofy np.: pożaru, wichury, powodzi, która w przeciągu krótkiego czasu doprowadziła do zniszczenia, a informacje te zostały z czasem upiększone i przekształcone w trakcie opowiadań. Niewątpliwie najbardziej poruszające są nie tyle same informacje przekazywane w legendzie, lecz zbieżność przytaczanych opisów przez osoby nie znające się uprzednio i nie związane ze sobą oraz towarzysząca temu atmosfera powagi i wiary w autentyczność legendy.
Z.T. Gajowniczek

Opowieść o kościele na Ługu
Latowicz, który dziś pozostaje cichy i mały,

Niegdyś był miastem potęgi i chwały.
               Siedem kościołów się tu wznosiło,
               A innych parafii w okolicy nie było.
Powieść mówi, że pradawnymi czasy,
Za miastem na Ługu, gdzie kończą się lasy,
               Stała świątynia pamiętająca upadek pogaństwa,
               A, że warowna ? była ostoją chrześcijaństwa.lug
W czas wojny ona dawała schronienie,
W niej pielgrzym znalazł dla duszy pożywienie.
               Po latach, gdy nowe kościoły wzniesiono,
               Ze starej świątyni kaplicę urządzono.
Samotna śród lasów wzorem rzymskiej strażnicy,
Odpoczynek znajdowali przy niej podróżnicy.
               Lecz każdy odczuł z nieprzeniknionej ciszy,
               Że jakaś siła miejscu temu towarzyszy.
Wieść niesie, że ongiś drgnęły opoki
I zapadł się kościół w czeluść głęboki.
               Podziemnych wód upusty z urwiska wybiły,
               Zalały czeluść i staw na Ługu utworzyły.
Małego obwodu, lecz z opowiadań słynie
o największej ówczas na Mazowszu głębinie.
               Trzcinowiska dokoła, a tu toń wody czysta,
               Przecudna, jak wielki kryształ przejrzysta,
Zachęcała niejednego wędrowca do kąpieli,
W tej nieziemskiej, ułudnej, zwodniczej topieli.
               Stare drzewa rosły dookoła obwodu,
               Powierzchnia była gładka jak tafla lodu,
W niej drugie pasmo drzew odbite
Jak w lustrze ? sprawiało wrażenie niesamowite.
               Nad wodą unosiła się dziwna niepozorna
               Zwiewnymi smugami mgła gęsta wieczorna.
Gdzie tylko spojrzałeś ? nie było życia,
żadnego ruchu, mogłeś słuchać serca bicia.
               Cisza tu głębsza niż staw panowała
               Trwogą ciało i duszę na wskroś przejmowała.
I było tam coś, czego myśl nie dosięga,
Jakaś tajemnicza, nie z tego świata potęga.
               Razu pewnego nad stawem dziewczyna siedziała,
               Długie włosy, co do wody sięgały ? czesała.
Fale cicho szumiały, z brzegiem się biły
I czy to z przypadku, czy za sprawą owej siły,
               Zaplątały się włosy o coś w wodzie zanurzone
               Dziewczę wzywa pomocy ? ?zaraz utonę!?
Zbiegli się gospodarze do jeziora wybrzeży
To o krzyż na szczycie kościelnej wieży,
               Zaczepiły się jasne włosy dziewicy.?
Orzekli, bo od swych dziadów słyszeli o kaplicy.
Odplątali włosy, dziewczę z uwięzi oswobodzili,
Uklękli przy stawie i pacierz zmówili.
               Wieki całe minęły i wody stawu opadły,
               Lecz myśli ludzkie wyroków historii nie odgadły.
Choć wydarzeń na Ługu czas dawno miniony,
W południe spod ziemi słychać bijące dzwony.
               Śród bagnistej łąki w niedzielę organy grają,
               Pradawne siły tkwią tu ciągle i czuwają.
Do dziś pozostały bezludne te okolice,
Pośród bagien kryją się pradawne tajemnice.


II. Legendy o królowej Bonie i jej skarbach w Latowiczu

T. Chróścielewski
            O cudzie ciszy w Latowiczu
image0281Uwił był w Latowiczu, miłym mieście Bony,
dymne gniazdo wściekłogłos, nędzny kur czerwony
a tam, gdzie jak wąż rajski jej dwór oplótł Świder
żaby diablich nieszporów wszczynały ohydę.
Pisze Bona na belce pod stropem rzeźbionym:
"Mości Święty Wawrzyńcze na kracie pieczony,
armata cudów waści srogi ma kaliber,
spraw, niech żab tu i kura ustanie harmider."
Święty Wawrzyniec z kraty, gdy odczytał list ten,
zarżnął kura, zbił żaby, na ogród rzucił ciszę...
Jej oka ciasne mocne. Więc gdy się i zmarło
Bonie, głosów draśnięcie sieci nie rozdarło...
Nie wie miasto dziś cudem ciszy uświetnione,
czy chwalić, czy sklnąć za to ostrouchą Bonę
.

Legendy przekazują, że w XVI wieku dobra Latowickie były w posiadaniu królowej Bony, która kazała na zachodnim cyplu wzgórza otoczonego dookoła wodami ogromnego stawu, wznieść zameczek myśliwski. Przyjeżdżała tu wraz z całą swoją świtą na letni wypoczynek. Błękitne nadświdrzańskie zalewy podobały jej się tak bardzo, że odwiedzała te okolice każdego lata i nadała miastu nazwę Latowiska, co z czasem uległo przekształceniu do formy Latowice, a następnie Latowicz.

Królowa przyjeżdżała tu często na polowania w pobliskich ogromnych lasach, podziwiała zachodzące nad wielkim stawem słońce, a wieczorami z dala od polityki odpoczywała wsłuchując się w ciszę i rechoty żab. Aby umilić sobie czas, sprowadziła z Włoch specjalne, nieznane tutaj gatunki żab, które kumkały nadzwyczaj melodyjnie. Niestety, przez to stawały się łatwym łupem tutejszych bocianów i szybko w większości wyginęły, choć tu i ówdzie można je jeszcze dostrzec na latowickich łąkach. Innym znów razem, gdy nastały deszczowe lata, okolicę nawiedziła plaga ropuch, które głośnym rechotaniem znad zalewów nadświdrzańskich, jakby wyśmiewały się i dokuczały mocno królowej. Bona jako osoba obeznana w magii, przeklęła je tak skutecznie, że oniemiały na wieki.

Wyjaśnienia
W XII/XIII wieku na wzniesieniu Górze Królowej Bony znajdowała się rezydencja możnowładcza. W późniejszym średniowieczu był tu dwór książęcy, a następnie królewski. Bona Sforza d?Aragona (1494-1557), królowa Polska i druga żona Zygmunta I Starego, otrzymała w marcu 1545r. dobra mazowieckie stanowiące zabezpieczenie jej posagu. Stała się ona wówczas właścicielką miasta Latowicza i całego starostwa latowickiego. Zarządzała dobrami tymi aż do momentu wyjazdu z Polski, czyli do roku 1556, od kiedy ziemie te przeszły pod zarząd króla Zygmunta Augusta. Latowicz był dla Bony ulubionym miejscem pobytu. Kazała wybudować tu na miejscu dawnej siedziby książąt mazowieckich drewniany obronny dwór, który Latowiczanie z powodu dużych rozmiarów i obronności nazywali zamkiem. Nazwa ta przetrwała w miejscowej tradycji do dziś. Potężny obronny dwór z załogą wojskową stanowił poważne oparcie dla miasta. W lustracji z 1613r. znajduje się opis dworu.[6]  Był on otoczony z trzech stron wodami stawu, zaś ze wschodniej strony był płot, idący aż do samej wody. W nim znajdowały się dwie furtki oraz główny wjazd do dworu. W skład zabudowań dworskich wchodziły dwie stajnie, masztarnia, wozownia, kuchnia, lamus, piekarnia, dom służebny, sala oraz główny budynek dworski. Pod zabudowaniami znajdowały się dwie piwnice, na tyłach zaś - ogród, w którym były m.in. drzewa wiśniowe. Dwór był piętrowy i drewniany. Na piętrze znajdował się ganek, który miał zejście do ogrodu. Dach kryty był gontami i częściowo - nad gankiem - blachą, na rogach zaś znajdowały się drewniane gałki. W izbach były zielone piece. Dwór królewski w czasie wojen szwedzkich został podobnie jak całe miasto zniszczony i w XVIII wieku popadł w ruinę. W 1820r. istniało już tylko rumowisko głazów i cegieł, które nazwano grodziskiem lub  zamczyskiem. Ostatnia ustna relacja pochodzi od Bolesława Walewskiego, który będąc jeszcze młodym chłopakiem i orząc końmi pole na Górze Królowej Bony odkrył przypadkowo piwnice po zamku Bony. Otóż  w pewnym momencie sklepienie jednej z piwnic zarwało się i konie wpadły do środka. Długo trzeba było główkować i zdrowo napracować się, aby je stamtąd wydobyć a olbrzymi dół trzeba była zasypywać ziemią.

Królowa Bona w Latowiczu
Był czas, gdy Latowicz  miasto potęgi i chwały,
Pieśni gminne aż do granic Mazowsza opiewały.
Dziś przy podcieniach, na gankach drewnianych,
Snują starsi opowieści o czasach zapomnianych.
O dawnych bohaterach, tej ziemi sokołach,
O książętach, Górze Bony i siedmiu kościołach,
Które ongiś nad miastem swą potęgą górowały,
A żadne okolice, Latowiczowi nie dorównywały.
Domy tu były miejskie, kryte gontem, murowane,
Rynek olbrzymi, ulice szerokie, brukowane.
A wzgórze opasywał staw, co w mazowieckiej krainie,
Był największy, tu też kręty Świder płynie.
Zdradziecka, rwąca rzeka, z szerokimi zakolami,
W niej ryb całe mnóstwo łowiono sieciami.
Nieopodal nad Stawem dwa młyny zbudowano,
A w mieście, najlepsze na Mazowszu piwo wyrabiano.
Na zachodnim krańcu wzgórza latowickiego
Stał dwór pamiętający czasy panowania książęcego.
Wielkie, piętrowe, obronne dworzysko,
Choć drewniane tylko ? Latowiczanie zwali je zamczysko.
Z uwagi na potężne fundamenty z kamienia,
Dla bliskości wody wzniesione bez wątpienia.
Dwór przez książęta z dawna wzniesiony,
Przetrwał lat trzysta, aż został odnowiony.
Przez władczynię miasta i starostwa całego,
Przez Królową Bonę, żonę Zygmunta Starego.
Ona tutaj na lato z dworem przyjeżdżała
I w Dębem Małym ? jak słychać, ulubieńca miała.
Był to szlachcic młody, zamożny, szlachetnego rodu,
Przejście pod ziemią kazał wybić do latowickiego grodu.
Aby móc spotykać się potajemnie z królową,
Tedy widzieli się co dzień porą wieczorową.
Zakochała się Bona w latowckim kraju,
W tym ludzie słynącym z prostego zwyczaju.
W bohaterach, walecznych obrońcach pługa,
Tedy?  rzecze ? niech będzie i moja przysługa,
Dla tej pradawnej słowiańskiej krainy,
I sprowadziła z Włoch nowe rośliny.
A dwór co wzniosła dla odpoczynku i zabawy,
Pomnożył potęgę, dodając miastu sławy.
Pod nim podziemia budować kazała,
W nich to skarby wielkie schowała.
Wiodła w Latowiczu Bona żywot spokojny,
Nie doznało miasto uszczerbku, ni wojny. (...)


III. Legenda o powstaniu grobli młynów i stawu (Latowicz)

Legenda o powstaniu grobli młynów i stawu, odnosi się do wydarzeń  związanych z krzyżem przydrożnym  usytuowanym  na południowym krańcu grobli. ?Działo się to dawno temu, gdy ludzie używali torfu do palenia w piecach, a wtedy duże złoża znajdowały się na wschód od Latowicza. Torf wycinano, formowano w cegły, suszono i używano jako opału. Pewnego razu złoża zapaliły się. Torf płonął, ogień rozprzestrzeniał się i nikt nie potrafił go ugasić. Gdy pożar zaczął zagrażać miastu, przyjechał do Latowicza szlachcic z Wielgolasu i zaproponował radnym, że ugasi pożar, w zamian za wszystkie łąki wokół Latowicza. Radni w obawie przed całkowitym zniszczeniem miasta, zgodzili się. Wtedy dziedzic poprosił o pomoc okolicznych ziemian z Oleksianki, Liwca i Dębego, wynajęli ludzi do pracy i zaczęli sypać szeroką na 10 m. groblę z Wymyśla w kierunku Dębego. Ludzie pracowali bez wytchnienia. Gdy praca została ukończona, grobla przecinała poprzecznie łąki i rzekę Świder opływającą Latowicz, łącząc Wymyśle z terenami lewobrzeżnymi. Spiętrzono wodę, która wystąpiła z brzegów rzeki, gasząc pożar po drugiej stronie miasta. Tak Latowicz został ocalony od zniszczenia, zaś dziedzic wielgoleski otrzymał łąki wokół miasta, spiętrzył wodę zalewając je i tworząc ogromny staw rybny, a na grobli wzniósł 2 mosty i dwa młyny wodne, z których miał ogromny dochód.

Rzecz działa się za Ruskiego Zaboru,
Gdy dla ratowania Ojczyzny honoru,
Poszli Latowiczanie z dziadów szablami,
W bój z Moskwą pod Iganiami.
Rodziny, dziatwa i drewniane chaty,
Ostały się bezbronne jak odległe światy.
Raz spowiły miasto, burzowe obłoki,
Wtem grzmot i spod ponurej powłoki,
Torfów śród łąk, strzeliły płomienie,image048
Wnet ogień ogarnia wyrobisk przestrzenie.
Po rzędy folwarcznych stodół sięga ręką,
U bram Latowicza kłapie paszczęką.
Próbują gasić ogniste torfu bryły,
- Na próżno, pozostaną zgliszcza i mogiły.
Już rajców miejskich bezradność oplata:
Wszak u nas drewniana każda chata.
A płomienie pełzną pod mury i bramy,
Płonącego torfu ugasić nie zdołamy!?
Wtem na koniu galopem do gospody,
Przybywa z Wielgolasu szlachcic młody.
Przestępuje progi, ku rajcom bieży,
A, z oczu widać, że w zwycięstwo wierzy.
Prosi o wolne ku działaniu dłonie,
Żąda w zamian nadświdrzańskie błonie.
Zgodzono się. Tedy on z kamratami swemi,
Od Wymyśla każe sypać wał ziemi.
Groblę dwieście prętów długą wybudowali,
Tak dzikie nurty Świdra zatrzymali.
Wzburzone wody z brzegów wystąpiły,
Zalały równinę i pożar torfów zdławiły.
Błękit okrył łąki, bezkresne szerokie,
I tak powstały Stawu wody głębokie,
Największego, śród mazowieckiej krainy.
Na grobli stawiono dwa wielkie młyny.
W nich najprzedniejszą mąkę wyrabiano,
W Stawie rozmaitych odmian ryby chowano.
Złowione wywożono całymi beczkami,
Mieszczanie raki łapali zwykłymi koszami.
Tak miasto zewsząd wielką wodą okolone,
Od wrogich najazdów zostało zabezpieczone.


IV. Legenda o siedmiu kościołach w Latowiczu

Pradawnymi laty, w czasach świetności miasta Latowicza, na siedmiu okolicznych wzgórzach, wznosiło się siedem kościołów. Ponieważ w całej okolicy nie było żadnych innych ośrodków kościelnych,  tych właśnie siedem świątyń stanowiło odrębne parafie.

Wyjaśnienia
Od początku dziejów parafii, w Latowiczu istniało wiele świątyń, choć nigdy jednocześnie nie więcej niż cztery, co miało miejsce w XVII wieku. Uwzględniając kościoły parafialne wznoszone kolejno w XI/XIII wieku, latach 1400, 1522, 1613-1629, 1733-1737 i 1899-1911 oraz pozostałe trzy świątynie odnotowane w 1603r. przez biskupa Goślickiego, z których jedna lub dwie mogły być uprzednio kościołami parafialnymi, można faktycznie potwierdzić przekaz ludowy o siedmiu kościołach. Być może odnosi się on jednak nie do kościołów, lecz okolicznych cmentarzysk przedchrześcijańskich, znajdujących się na pobliskich wzgórzach, które odkryli dawni mieszkańcy naszego regionu, a kierując się zasadą, że świątynie otaczały cmentarze przykościelne stworzyli taką legendę, przypominającą swą treścią legendy o wiecznym mieście Rzym.


V. Legenda o duchu przy moście na Strudze (Waliska)

Jadąc drogą z Latowicza do Mrozów, gdy skręcimy na Wymyślu przy kapliczce na północ i dalej, gdy miniemy rozległe pola i kolonie Piaski; naszym oczom ukaże się most, a pod nim rzeczka, z obu stron obsadzona drzewami. KrzewyLokalizacja stawu i młyna osmolanka i zarośla oraz olszyny, jakie tu rosną, a do tego znaczne obniżenie terenu, w którym płynie strumyczek stwarzają - szczególnie latem - niesłychanie malowniczy pejzaż. W ten bezludny, dziewiczy krajobraz, gdzie wokół nie ma żadnych domów, od niepamiętnych czasów wkomponowana jest równie tajemnicza legenda. Na tym bowiem moście miał straszyć duch, którego wszyscy się bali. Nocą stawał on podróżnym na drodze, płoszył konie i zaplatał im grzywy, wywracał wozy i łamał gałęzie. Miał on też sprawiać, że latem liście olszyn szeleściły tajemniczo, zaś zimą rozkuwać wody strumyczka tak, że nawet w największy mróz nie zamarzał. Duch z nad strumyczka określanego przez miejscową ludność "Strugą" lub ?Osmolanką? straszył tu od niepamiętnych czasów i ani nikt nie potrafił odpowiedzieć dlaczego? Jeszcze w latach przedwojennych, jak mawiają Latowiczanie, każdy kto miał przejść drogą przez most na Strudze - czynił to przed zachodem słońca, aby nie narażać się tajemniczym siłom i uniknąć spotkania ze złośliwym duchem. Dziś duch z nad Strugi już coraz rzadziej ukazuje się ludziom i coraz rzadziej płoszy podróżnym konie. Widać, że nie oparł się przemijaniu i nowej epoce nauki. I tylko w strumyczku, który bierze swój początek w Kamionce i wpada do Świdra, tak jak niegdyś płynie lodowata, krystaliczna woda.

Wyjaśnienia
Według miejscowej tradycji, która znajduje potwierdzenie w ?Słowniku geograficznym Królestwa Polskiego...? - nieopodal miejsca nawiedzonego przez złe moce, miał być zlokalizowany w XIX wieku młyn. Droga z Latowicza do Walisk, na odcinku doliny Osmolanki jest podwyższoną w 1960r. groblą spiętrzającą ongiś wody rzeczki. Staw utworzony tu sztucznie rozciągał się na zachód od drogi. Młyn przestał istnieć najprawdopodobniej w 2 poł. XIX wieku. Około 1939r. pozostało po nim już tylko koło młyńskie i kilka kamieni z urządzeń służących do przemiału zboża. Przy regulacji strugi natrafiono na pale po dawnym młynie. Obecnie wszystko jest zasypane ziemią. Można zatem przypuszczać, że to z młynem osmolańskim wiążą się przyczyny występujących tu zjawisk metafizycznych, jednak ani tradycja ustna, ani też dokumenty źródłowe nie przekazują informacji co stało się z młynem. Opisane w wierszu poniżej wydarzenia należy traktować jako hipotezę, która oczekuje na weryfikację.

Duch znad Osmolanki

Suche olszyn konary grzęzną w mroku,
Woda płynie cicho w Osmolańskim potoku.
Stary most w blasku księżyca tonie,
Woda mieni się, błyszczy, zdaje się że płonie.
Wielki kamień młyński opodal spoczywa,
On jeden ostatni pamięć dziejów skrywa.
Wiatr szemrze w gałęziach nutą żałoby,
Potoki mgły suną na powstańców groby.
Przyłóż ucho do ziemi ? tu organy grają,
Dusze ojców naszych nie śpią, lecz czuwają.
Nad pieśnią gminną, co opiewa dumnie i wspaniale
O dziejach Latowicza, o bojach i o chwale.
I choć wiatr od wschodu ciągle wieje,
One nie umarły ? czekają ? mają wciąż nadzieje.
Wyczekują pielgrzyma, wybrańca, obrońcy narodu,
Swój wzrok kierują w stronę latowickiego grodu.
Wiecznej sławy to miasto i świadectwo cnoty,
Stąd wyruszyły Sarmatów waleczne roty,
W bój z Moskalami ? było to porą zimową,
Wiedzieli, że zginą, choć byli kompaniją doborową.
Jegrów szarańcza osmolański młyn opasała w nocy,
Sarmaci przybyli w czas, młynarzowi ku pomocy.
Rzadziej, ale celnie dogrzewali ? padały sabaki,
Lecz nagle na dachu młyna, niczym złowróżbne znaki
Pojawiły się małe, czerwone ognia płomienie,
Wnet urosły rozpędzając wieczora cienie.
Choć nie było ratunku dla załogi młyna,
Poszli nasi do przodu ? byli jak bezbronna zwierzyna.
Grzmiało od wystrzałów, dym w całej dolinie,
W Osmolance nie woda, lecz Krew Ojczyzny płynie.
Cisza bezdenna zaległa o brzasku słońca,
I tak historyja młyna dobiegła końca.
Odtąd podróżni, co nocą tędy wędrowali,
Głosy spod ziemi słyszeli, zjawy widywali.
Coś konie płoszyło na moście, zaplatało im grzywy,
Pomruk z olszyn dochodził, głuchy i straszliwy.
Woda w Osmolance już nie zamarzała,
Ona nie pluskała, lecz cicho płakała,
A w Narodzie do dziś przetrwałą ta wiara,
Że nie pójdzie w niepamięć powstańców ofiara.

Relacja o ostatnim spotkaniu z duchem pochodzi z lat 70-tych XX wieku. Wczesnym rankiem, zanim zaczęło się rozwidniać, Alina i Stanisława Osińska, jechały furmanką na targ do Mrozów. Na wozie wiozły tylko worek czosnku. Gdy minęły most na Strudze, przy ooblach zaczął co pewien czas odzywać się głos dzwoneczka, koń zaś spocił się tak, iż piana spływała mu po grzbiecie, jakby ciągnął ogromny ciężar. Kobiety co jakiś czas zatrzymywały się, obchodziły dookoła wóz, świeciły latarkami, lecz niczego nie znalazły. Tak było przez całą drogę aż do Kuflewa. Gdy minęły kościelną bramę z krzyżem, nagle wozem szarpnęło i koń przyspieszył, jakby wóz zrobił się lżejszy. Dopiero wtedy pani Alina i Stanisława przypomniały sobie, że przejeżdżając przez Strugę, nie przeżegnały się. Ogarnął je strach i zaczęły odmawiać modlitwę za dusze pokutujące.


VI. Legenda o bitwie Wojsk Polskich ze Szwedami pod Dąbrówką

Legenda o bitwie wojsk polskich ze Szwedami odnosi się do wydarzeń mających miejsce w 1704r. i związanych z kapliczkami usytuowanymi na rynku w Latowiczu. W XIX wieku w latowickim rynku, po obu stronach kościoła zostały ustawione murowane kapliczki: jedna na wschód od kościoła parafialnego, pośrodku parku, zaś druga na zachód od kościoła na placu szkolnym, tuż za remizą strażacką, jako miejsca, do których podczas pogrzebów przyprowadzano ciała i stąd po poświęceniu zabierano do kościoła. A dawniej pogrzeby odbywały się w ten sposób, że ciało wprowadzano wieczorem do kościoła, świątynię zamykano i ciało pozostawano na noc, a pochówk odbywał się następnego dnia rano. Kapliczki są czworoboczne, tynkowane, dwukondygnacyjne, bielone wapnem, o czterospadowym i dwuspadowym dachu. Ich powstanie wiąże się z wydarzeniami, które miały miejsce w Latowiczu podczas wojny północnej, kiedy w sierpniu 1704r. oddział wojsk saskich pod dowództwem gen. Brandt?a dopadł w okolicach Latowicza ? w rejonie podmokłych łąk i bagien pod Dąbrówką ? oddział wojsk szwedzkich. Doszło tam do krwawej potyczki, w której poległo 300 żołnierzy szwedzkich. Do zwycięstwa przyczynili się Latowiczanie i okoliczni mieszkańcy, którzy wskazali wosjkom saskim bezpieczne przejścia pośród bagien i torfowisk. Poległych dowódców szwedzkich przyniesiono do miasta, gdzie z należnymi im honorami zostali pochowani w rynku na cmentarzu przykościelnym. Ich groby są usytuowane pod wschodnią kapliczką w rynku. Szeregowych żołnierzy z racji, iż byli protestantami, nie godziło się grzebać na katolickim cmentarzu, dlatego pochowano ich we wspólnej mogile na północnym krańcu wzgórza latowickiego, na końcu drogi wiodącej obok plebanii. Usypany kurhan porosły krzewami dzikiego czarnego bzu, istniał do lat 60-tych XX wieku, kiedy miejsce to zostało wyrównane i zamienione na łąkę. Kapliczki wzniesiono dla upamiętnienia tamtych wydarzeń.

Kurhan Szwedów
Gdy pójdziesz uliczką Ławą nazywaną,
Odnajdziesz łąkę kwieciem malowaną.
Głusza zamieszkuje ten miasta zakątek,bszw
Gdzie leży kamień wojennych pamiątek.
Żółta nawłoć, bez czarny i ziemi bryły,
Są tu zapomniane Szwedów mogiły.
Za panowania Sasów w tej krainie,
Jak wczoraj, a dziś trzysta lat minie,
Ku miastu w czas północnej wojny,
Przybył Szwedów oddział zbrojny.
Wnet pod Dąbrówką szwadrony roztacza,
I Latowiczan widmem pożogi pomracza.
Choć w szable zbrojna obrońców załoga,
Ściele się szwedzkich samopałów trwoga.
Szeregi dragonów w muszkiety uzbrojone,
Trzy ich tysiące zasłało łąki zielone.
Latowiczanie zgliszcz Potopu pomni,
Z obawą, że czas klęskę tę przypomni,
Do Łaskawej-Latowickiej uciekają pomocy,
I z pułkiem saskim pod osłoną nocy,
Wyruszają, lecz wprzód Świder kręty,
Spiętrzyli i zjednali sobie wód odmęty.
Nim buchnął ogień i padły wystrzały,
Grunt rozmiękł i wody, łąki zalały.
W bagnach potonęły wrogie szeregi,
Rozbito szablami ostatnie zbiegi.
Nim północ minęła, umilkła wrzawa,
Chwała! Zakończona wojenna sprawa!
Że nie godzi się chować wyznania obcego,
Na poświęconej ziemi cmentarza kościelnego,
Przeto za miastem pobitych złożono,
I kurhan bzem czarnym obsadzono.
W Rynku, gdzie złożono generałów ciała,
Wiek później kapliczka powstała.
Dziś wokół niej park, szumią drzewa,
I tylko ptaszyna stare dzieje śpiewa.


VII. Legenda o Górze na Słojcu czyli wzgórzu tortur (Strachomin)

Około 1,5 km na wschód od Latowicza, położone jest piaszczyste wzgórze o kolistym zarysie, które obecnie jest częściowo zalesione, a częściowo zamienione na urodzajne pola. We wschodniej części wzgórza znajdują się resztki XIX-wiecznych zabudowań. U podnóża wzniesienia gleba zabarwiona jest na czerwony kolor. Miejscowa tradycja określa to miejsce jako wzgórze tortur, gdzie stała kiedyś szubienica i mieszkał kat, a pozostała do dziś czerwona ziemia na być śladem męki i śmierci skazańców.
mapwzgorze
Samotne niewielkie wzgórze na łąkach pod Strachominem, nazywanych Mościsko, nieopodal Świdra, było w zamierzchłych czasach miejscem przeznaczonym dla skazańców. Złoczyńcy, którzy zostali osądzeni przez sąd miejski w Latowiczu, byli tam zsyłani na tortury i śmierć. Wyrok taki został wykonany m.in. na szewcu z Latowicza, który dopuścił się wielu zbrodni.

Wyjaśnienia
Legenda jest mało rozpowszechniona i nie znajduje potwierdzenia w dokumentach źródłowych, wydaje się natomiast prawdopodobne, że w czasach przedhistorycznych znajdowała się tam osada lub cmentarzysko. Odkrycie przez dawnych mieszkańców regionu szczątków takiego obiektu, stało się zapewne przyczyną powstania opowieści o wzgórzu tortur.


VIII. Legendy o cudownym Miejscu Zjawienia w Wielgolesie

Miejscowa tradycja, przekazywana ustnie z pokolenia na pokolenie mówi o tym, że na Miejscu Zjawienia w Wielgolesie, gdzie dziś znajduje się kaplica, przy niej studzienka, a nieopodal kościół, w XIX wieku objawiała się wielokrotnie Matka Boska i obdarzała ludzi łaskami. Do Wielgolasu szły gromadnie pielgrzymki z różnych okolic. Rzesze wiernych obliczano na tysiące. Wielu pielgrzymów przybyłych do Wielgolasu doznawało łask uzdrowienia.

Mieszkańcy okolicznych wiosek często opowiadają jakie były początki kultu Matki Bożej Łaskawej w Wielgolesie. Przytaczają zazwyczaj opowieści zasłyszane od swych ojców i dziadów. Oto niektóre z nich:mapa2

Opowieść 1: Na rozdrożu, na skraju lasów w XIX wieku zjawiła się Matka Boska idącym do pracy we dworze ludziom. Jakiś czas później rządca majątku Wielgolas znajdując się nieopodal tego miejsca, zasłabł i został sparaliżowany. Był on chory już od długiego czasu, nawroty choroby powtarzały się, a paraliż obejmował za każdym razem coraz większą część ciała. Pracujący na pobliskich polach ludzie pospieszyli mu z pomocą i przenieśli w cień drzewa, na którym pojawiła się wcześniej Matka Boża. Wówczas z karpiny starej jabłoni wytrysnęła woda, którą wieśniacy obmyli twarz omdlałego rządcy. Chwilę potem paraliż minął jak ręką odjął i rządca został całkowicie uzdrowiony. Później Matka Boska jeszcze wielokrotnie pojawiała się na miejscu Zjawienia i obdarzała wieloma łaskami ludzi znajdujących się w potrzebie.?

Opowieść 2: Mieszkańcy Budek Wielgoleskich chodzili drogą przez las do dworu odrabiać pańszczyznę. Pewnego razu  na jabłoni zobaczyli błyszczący obraz Matki Boskiej z Dzieciątkiem, o czym powiedzieli dziedzicowi, a dziedzic księdzu. Księża przyjechali i wzięli obraz do kościoła w Latowiczu. Rano przyszedł ksiądz do kościoła, lecz obrazu nie było. Tymczasem robotnicy zobaczyli znowu ten sam obraz na drugi dzień, na tym samym miejscu i znowu powiedzieli o tym dziedzicowi, który znowu dał znać księdzu proboszczowi. Znowu obraz i tym razem został zabrany do Latowicza, do kościoła, lecz tam nie pozostał. Za trzecim razem obraz uszedł aż do Rokitna. Ani dziedzic, ani rządca, nie wierzyli w to co się stało z obrazem. Kazali ściąć jabłoń i wieźli ją do dworu, lecz koń upadł i złamał nogę. Rządca kazał konia dobić i wrzucić do dołu po tej jabłoni, lecz zaraz ociemniał - całkiem stracił wzrok. Wtedy padł na kolana i zaczął przepraszać Matkę Bożą - i wzrok odzyskał. Na wiadomość o tym cudzie zaczęli ludzie coraz częściej przybywać i modlić się na tym miejscu. Wiele osób doznało tu łask, za co wdzięczni przychodzili na kolanach dziękować Matce Bożej. Szmatki i płótna, którymi pokutnicy obmywali rany rozwieszano na krzakach dookoła kaplicy, dając tym wyraz jak liczne były tu uzdrowienia. Widok był niesamowity. Kiedy z daleka patrzyłeś, widziało się na gałęziach przydrożnych krzewów owe szare płótna. Rządca Józef Bieńkowski miał sztywny palec, zaś po obmyciu wodą ze studzienki został uzdrowiony i pokazywał to wszystkim. Na pamiątkę kupił trzy kręgi i zapuścił w studzienkę.?

Opowieść 3:  W lesie na małym wzgórzu stała jabłonka leśna, ot zwyczajna jabłoń, która z czasem wypróchniała w środku, opadły konary i powstał duk, w którym zbierała się woda. Dawniej po lasach wędrowali Cyganie. Mała ich grupka dotarła w te strony. Cyganka podeszła z chorym dzieckiem do karpy z wodą i obmyła je. Dziecko zaraz wyzdrowiało. Chwilę później, gdy jeden z Cyganów podszedł do karpy i zajrzał do środka, ujrzał na dnie obraz Matki Bożej. Gdy opowiedział o tym, zrobiło to ogromne wrażenie na całej grupie. Miejsce to ogrodzili palikami i opletli wiechliną. Po pewnym czasie rozeszła się w okolicy wieść o źródełku z wodą o leczniczych właściwościach. Pielgrzymi, którzy po obmyciu się wodą zostali uzdrowieni, wieszali na pobliskim krzewie chusteczki na znak świadectwa otrzymanych łask. Wielu było ludzi, którzy tak jak gajowy p.Wiącek widzieli nocną porą drzewo otoczone blaskiem. Ludzie modlili się i opowiadało o tym innym. Tak zaczął się kult Matki Bożej w Wielgolesie.

Opowieść 4:  Wieść o cudach i uzdrowieniach rozchodziła się szybko. Każdego roku przybywało coraz więcej pielgrzymów. Przychodziły olbrzymie rzesze ludzi, wypraszając łaski u Matki Bożej. Nie podobało się to rządy majątku Wielgolas, który nie chciał, aby ludzie wydeptywali mu las. Dlatego też, aby zniechęcić i odstraszyć ludzi podrzucił do źródełka z wodą martwego źrebaka. Wkrótce potem ciężko zachorował, jego ciało pokryło się trądem. Został skierowany do szpitala, ale lekarze nie potrafili nic poradzić. Pewnego dnia przybyła do niego niewiasta z majątku Wielgolas z butelką wody ze źródełka "Zjawienie" i powiedziała mu, aby obmył rany tą wodą. Rządca uczynił tak i w niedługim czasie wyzdrowiał i powrócił ze szpitala. Od tego momentu nawrócił się. Brał udział we wszystkich uroczystościach kościelnych, uczestniczył w modlitwach i pomagał przy budowie kaplicy.


IX. Echo w Chyżynach

Historia ta wydarzyła się w XIX wieku. Ludzie, którzy wracali strudzeni pracą na polu słyszeli dziwny głos, który jak echo powtarzał pytanie ?Gdzie to położyć?? Nikt nie potrafił wyjaśnić przyczyny tego zjawiska, aż pewnego razu pewien mężczyzna wracający nocą z biesiady, nękany pytaniem odparł bez namysłu: ?Rzuć gdzie możesz?. W chwili wypowiedzenia tych słów rozległ się ogromny hałas, ziemia zadrżała, jakby upadł olbrzymi głaz. Po tym wydarzeniu nikt już pytającego głosu nie słyszał. Ludzie do dziś opowiadają, że słowa nękające mieszkańców Chyżyn wypowiadane były przez duszę pokutującą za swoje grzechy i gdzie zostały porzucone ? nikt nie wie, ale musiały być naprawdę ciężkie.



SŁOWNICZEK:

Baśń - krótki utwór o treści fantastycznej, będącej wyrazem wierzeń ludowych, opowiada o nadnaturalnych postaciach i zjawiskach, zawiera często naukę moralną.
Legenda - opowieść osnuta na wątkach ludowych lub apokryficznych o treści na poły fantastycznej, nasycona pierwiastkami cudowności i niezwykłości. Legendy ludowe oparte są najczęściej na autentycznych wydarzeniach, których relacje zostały przekształcone, nawarstwione i nasycone barwami przez osoby opowiadające.
Mit - legendarna, symboliczna opowieść, której bohaterami są demony, wróżki, bóstwa, legendarne postaci. Mit opowiada o dziejach bogów, ludzi lub świata, ma stałą treść zdarzeniową przekazującą wyobrażenia całej określonej społeczności o świecie, człowieku i jego dziejach.
Opowieść - niewielki utwór prozaiczny o prostej, jednowątkowej fabule. Fabuła charakteryzuje się swobodą kompozycji, epizodycznością, obecnością dygresji, opisów i refleksji.